Epilog burzy

 

Spis wierszy

Babcia

Brewiarz (Panie, dzięki Ci składam...)

Brewiarz (Panie, obdarz mnie zdolnością...)

Brewiarz (Panie pomóż nam wymyślić owoc...)

Brewiarz (Panie wiem że dni moje są policzone)

Dalida

Dałem słowo

Diana

Dwaj prorocy. Próba głosu

Język snu

Kant. Ostatnie dni

Koniec

Kwiaty

Na chłopca zabitego przez policję

Ostatni atak. Mikołajowi

Pal

Pan Cogito a Małe Zwierzątko

Pan Cogito. Aktualna pozycja duszy

Pan Cogito. Ars longa

Pica pica L.

Piosenka

Przyszło do głowy

Stanęło w głowie

Strefa liryczna

Szachy

Telefon

Tomasz

W mieście

Wysoki Zamek

Ala ma kota. W obronie analfabetyzmu

Artur

Co mogę jeszcze zrobić dla pana

Czas

Pan Cogito. Lekcja kaligrafii

Pępek

Pora

Starość

Urwanie głowy

Zaświaty Pana Cogito

Portret końca wieku

Czułość

Głowa

Tkanina

 

 

 

 

 

 

 

Babcia

 

moja przenajświętsza babcia

w długiej obcisłej sukni

zapinanej

na niezliczoną ilość

guzików

jak orchidea

jak archipelag

jak gwiazdozbiór

 

siedzę na jej kolanach

a ona mi opowiada

wszechświat

od piątku

do niedzieli

 

zasłuchany

wiem wszystko –

- co od niej

nie zdradza mi tylko swego pochodzenia

babcia Maria z Bałabanów

Maria Doświadczona

 

nic nie mówi

o masakrze

Armenii

masakrze Turków

 

chce mi zaoszczędzić

kilku lat złudzenia

 

wie że doczekam

i sam poznam

bez słów zaklęć i płaczu

szorstką

powierzchnię

i dno

słowa

 

 

Powrót do spisu wierszy

 

  

  

Brewiarz

 

Panie,

dzięki Ci składam za cały ten kram życia, w którym

tonę od niepamiętnych czasów bez ratunku śmiertelnie

skupiony na ciągłym poszukiwaniu drobiazgów.

 

Bądź pochwalony, że dałeś mi niepozorne guziki

szpilki, szelki, okulary, strugi atramentu, zawsze

gościnne nie zapisane karty papieru, przezroczyste koszulki, teczki cierpliwe,

czekające.

 

Panie, dzięki Ci składam za strzykawki z igłą grubą i cienką jak

włos, bandaże, wszelki przylepiec, pokorny kompres, dzięki

za kroplówkę, sole mineralne, wenflony, a nade wszystko

za pigułki na sen o nazwach jak rzymskie nimfy,

 

które są dobre, bo proszą, przypominają, zastępują

śmierć.  

 

 

Powrót do spisu wierszy

 

     

 

Brewiarz

 

Panie,

obdarz mnie zdolnością układania zdań długich, których

linia jak zwykle od oddechu do oddechu wydaje

się linią rozpiętą jak wiszące mosty jak tęcza alfa i omega

oceanu

Panie,

obdarz mnie siłą i zręcznością tych, którzy

budują zdania długie rozłożyste jak dąb pojemne

jak wielka dolina, aby mieściły się w nich światy, cienie

światów, światy z marzenia

a także aby zdanie główne panowało pewnie nad podrzędnymi

kontrolowało ich bieg zawiły ale wyrazisty jak basso  continuo

trwało niewzruszenie nad ruchem elementów, aby przyciągnęło je jak

jądro przyciąga elektrony siłą niewidocznych praw grawitacji

o zdanie długie tedy modlę się, zdanie lepione w mozole

rozległe tak by w każdym z nich znalazło się lustrzane

odbicie katedry, wielkie oratorium, tryptyk

a także zwierzęta

potężne i małe, dworce kolejowe, serce przepełnione żalem

przepaście skalne i bruzdę losów w dłoni

   

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

 

Brewiarz

 

Panie

pomóż nam wymyślić owoc

czysty obraz słodyczy

a także spotkanie obojga płaszczyzn

zmierzchu i zaranka

wydobądź z fałdów morza

bas czystych głębin

a także dziewczynę

ślepą jak przeznaczenie

dziewczynę która śpiewa – belcanto

 

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Brewiarz

Panie

wiem że dni moje są policzone

zostało ich niewiele

Tyle żebym jeszcze zdążył zebrać piasek

którym przykryją mi twarz

 

nie zdążę już

zadośćuczynić skrzywdzonym

ani przeprosić tych wszystkich

którym wyrządziłem zło

dlatego smutna jest moja dusza

 

życie moje

powinno zatoczyć koło

zamknąć się jak dobrze skomponowana sonata

a teraz widzę dokładnie

na moment przed codą

porwane akordy

źle zestawione kolory i słowa

jazgot dysonans

języki chaosu

dlaczego

życie moje

nie było jak kręgi na wodzie

obudzonym w nieskończonych głębinach

początkiem który rośnie

układa się w słoje stopnie fałdy

by skonać spokojnie

u twoich nieodgadnionych kolan 

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

 Dalida

 

ważnym dodatkiem

w życiu Pana Cogito

były dodatki ilustrowane

 

dzięki nim

życie sławnych aktorów

księżniczek

tancerek brzucha

nie miało dla niego

tajemnic

 

wystarczyło parę

taktów melodii

a już stawały przed nim szeregiem

okrutne portrety

prześwietlone promieniem X

 

od ubogiego dzieciństwa

zawrotnej kariery

śmierci w zapomnieniu

porzucone teraz

na cmentarzu płyt gramofonowych

trochę mniejszych

od cmentarzy zużytych samochodów

 

dzięki nim

odgaduje bezbłędnie

daty swego życia

 

na jego straży

stoją Dalida

Halina Kunicka

Irena Santor dobre wróżki

 

dzięki nim

tyrania

upiększona

została

piosenkami

 

należało się im

słowo dziękuję

czułe miejsce w pamięci

wspólne imię

na kamiennej tablicy

znojnego żywota    

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 
 
 Dałem słowo

 

byłem bardzo młody

i rozsądek doradzał

żeby nie dawać słowa

 

mogłem śmiało powiedzieć

namyślę się jeszcze

nie ma pośpiechu

to nie rozkład jazdy

 

dam słowo po maturze

po służbie wojskowej

kiedy zbuduję dom

 

ale czas eksplodował

nie było już przedtem

nie było już potem

w oślepiającym teraz

trzeba było wybierać

więc dałem słowo

 

słowo –

pętla na szyi

słowo ostateczne

 

w rzadkich chwilach

kiedy wszystko staje się lekkie

przechodzi w przezroczystość

myślę sobie:

„słowo daję

chętnie bym

cofną dane słowo”

 

trwa to krótko

bo oto – skrzypi oś świata

mijają ludzie

krajobrazy

kolorowe obręcze czasu

a dane słowo

ugrzęzło w gardle 

 

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

 

Diana

 

co mnie właściwie obchodzi

ze te nogi należały

do prawdziwej księżniczki

 

reszta była

hipotetyczna

 

co mi właściwie pomoże

że te nogi

kiedy stanowiły jeszcze

niewyobrażalną całość

wymagały

więcej troski

jak uśmiech Nefretete

jak wzorzec

czasu i przestrzeni

złożony w Greenwich  

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Dwaj prorocy. Próba głosu

 

Z białej trybuny

becików jaśków kołderek

mówię w języku bebe

do ludzkości (nie całej)

reszta ludzkości

słucha – nie słucha – zapomina –

 

tak to zaczęło bić

mleczne źródło powoju

smocze źródło zagłady

 

dwaj prorocy – próba głosu

 

zaprawdę zaprawdę

nie powrócisz do uśmiechniętej twarzy jabłka

cicho płonących białych ogrodów

płynnych przestrzeni

nasłuchujcie beknięcie burzy

 

szamotania w garderobie

Rapallo republiko zdrady

śmiech sztyletów

miasto z głową szczura 

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Język snu

 

kiedy śpię

jak wszyscy

przed światem

nakręcam zegar

 

tonę na białym

żaglowcu

fala zmywa mnie

z białego żaglowca

szukam kluczy

zabijam smoka

który się śmieje

zapalam lampę

a nade wszystko

gadam

 

podejrzewam

że wszyscy śnią obrazami

ale opowiadam sobie

te wszystkie głupie historie

jakbym spał

w kopcu narracji

 

ale taki powinien być

język snu

język piękny dalekosiężny

zwiewny

gdy porzuca gramatykę

zasady fonetyki

język urągania

język którego nie znam

 

kiedy śpię

w miejscu kota

miedziane ciało

przenika dreszcz

stękamy melodia

 

kiedy śpię

w miejscu kota

niekiedy ciało

przenika dreszcz

stękana melodia

słyszalna uszom

 

wówczas

zamyka się

język snu

niepodległy

zmęczeniu

 

czysty

język słodkiej grozy

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Kant. Ostatnie dni

 

To naprawdę – naturo – nie świadczy o twojej

wielkoduszności

a jeśli nie jesteś wielkoduszna

możesz nie być wcale

 

Czy naprawdę nie mogłaś zafundować mu nagłej śmierci

jak pyknięcie świecy

jak zsuniecie się peruki na ziemię

jak krótka podróż pierścionka po gładkim stole

który toczy się kołuje

wreszcie staje jak martwy

skarabeusz

Więc po co te okrutne zabawy

ze staruszkiem

utrata pamięci

nieprzytomne przebudzenie

obawa nocy

czy to nie on powiedział

„wystrzegać się złych snów”

on których ma na głowie siwy lodowiec

a w miejscu zegarka z dewizką – wulkan

To zupełnie w złym guście

kazać temu

który ćwiczy się w zawodzie widma

stać się – nagle –

upiorem

 

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Koniec

 

A teraz to nie będzie mnie na żadnym

zdjęciu zbiorowym (dumny dowód mojej śmierci

we wszystkich literackich tygodnikach świata) kiedy ktoś

powie patrzcie widzicie – to Zbyszek – wskazując palcem

na mężczyznę który szamoce się z walizką – ale to nie

ja to ktoś inny nawet nie jest z tej branży

nie ma mnie i nie ma zupełna pustka

nawet gdybym skupił wolę w jedno ognisko

nie potrafiłbym na moment nawet w błysku magnezji

zaistnieć więc nie ma

szlus

tak po tyrańsku nie ma jakbym okazał się wrogiem

rewolucji a przedtem stał bezpiecznie w słońcu

wodza

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

 Kwiaty

 

Kwiaty naręcza kwiatów przyniesione z ogrodu

kwiaty nabiegłe barwą pąsową fioletowe sine

odjęte pszczołom trwonią swoje aromaty

w woskowej ciszy pokoju na granicy zimy

 

komu te hojne dary nazbyt hojne komu

omdlewające ciało zamieć spadające płatki

niebo przeszyte bielą wapienną ciszą domu

mgły się snują po polach odpływają statki

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

   

 

Na chłopca zabitego przez policję

 

Tyle nocy bezsennych tyle par

pieluch lawina proszków do prania

tyle par bielizny zastrzyków pocałunków w ciepły pośladek

tyle klapsów

tyle nadziei tyle zapłakanych oczu

gdy nagle to wszystko zgniecione pod obcasem

jak niedopałek papierosa gdy szli do ataku

i jeszcze

jeszcze tyle śpiewu unosi się

nad miejscem nad którym tłucze się ziarnko pustki

nad ziarenkiem nicości 

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

 

Ostatni atak. Mikołajowi

 

Pozwól na wstępie wyrazić radosne zdziwienie

że oto idziemy razem na czele naszych kompanii

w różnych mundurach różne komendy ale cel jest jeden

przeżyć

 

Mówisz mi to słuchaj – chyba trzeba rozpuścić

naszych chłopców do domu do Margot do Kasi

wojna tylko na defiladach jest piękna

a pozatem wiemy dobrze – błoto krew

szczury

 

Kiedy to mówisz lawinowy ogień artylerii

to ten łajdak Parkinson tak długo zwlekał

aż wreszcie nas dopadł gdy szliśmy nieprzepisowym krokiem

z rozpiętym kołnierzykiem pod brodą rękami w kieszeni

już na urlopie gdy nagle Parkinson przypomniał

nam że to jeszcze nie koniec że jeszcze nie skończyła się

ta cholerna wojna

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Pal

 

nie wiem przeciwko komu (do czorta)

jest ten huraganowy atak

artylerii ciężkiej bólu gdy każdy centymetr powietrza

każda piędź ziemi zostały zryte obrócone na nice

przez poprzedni atak wręcz zniwelowane więc po co

ta furia bólu jeżeli jest to sygnał

a ból jest sygnałem do sztabu

gdy wszyscy dali nogę roniąc po drodze ostatnie rokazy

zniszczenia po co więc te paroksyzmy zimne dreszcze mdłości

wycie pod niskim ciemnym niebem

wbitego na pal

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

 

Pan Cogito a Małe Zwierzątko –

 

Nie wiadomo czy ktokolwiek zna jego osobiste zoologiczne imię

tak małego nisko na samym dole poza granicą widzących oczu.

Jest to coś co waha się między istnieniem  nieobecnością znikome

znikliwe jak ułomek druku cząstka fragment znaku ortograficznego,

kawałek przecinka strużyna ołowiu z kaszty u drukarza.

Otwieram zimową lekturę i oto na stronie Bardzo Małe Zwierzątko

przycupnięte do karty, zrazu nieruchome, po chwili puszcza się

w drogę węsząc między wierszami a potem na przełaj rzuca się

naprzód co koń wyskoczy, naprzód z szybkością równą szybkości

światła Bardzo Małego Zwierzątka (zwierzątko jest ślepe).

Ten sezon (może to jest ostatni) sezon mego życia) – wszystko

było jak zawsze Bardzo Małe Zwierzątko bawiło mnie i ogrzewało

moje czarne serce, gdy postanowiłem książkę podarować przyjaciołom

w Londynie. Zapakowałem, wysłałem. Razem ze Zwierzątkiem.

Co robi w czasie długiej podróży przez morze. Lektury ma

co dostatkiem, je przecież niewiele, ale co myśli o mnie, starym

towarzyszu, który zdradził. 

      

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

 

 Pan Cogito. Aktualna pozycja duszy

 

Od pewnego czasu

Pan Cogito

nosi duszę

na ramieniu

 

oznacza to

stan gotowości

 

umieszczenie

duszy na ramieniu

jest operacją delikatną

powinno odbyć się

bez gorączkowego pośpiechu

scen znanych

z wojen

ewakuacji

oblężonych miast

 

dusza lubiła przybierać

różne postacie

teraz jest skałą

wbiła szpony

w lewe ramię Pana Cogito

czeka

 

być może opuści

ciało Pana Cogito

we śnie

 

albo w pełnym świetle dnia

pełnej świadomości

nastąpi pożegnanie

krótkie jak świst

pękniętego lustra 

 

na razie

siedzi na ramieniu

gotowa do lotu

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

  

Krzysztofowi Karaskowi
 
 
Pan Cogito. Ars longa
 
1
Napuszone manifesty
wojny domowe
 walne bitwy

kampanie

napawały Pana Cogito

nudą

 

w każdym pokoleniu

pojawiają się ci którzy

z uporem godnym lepszej sprawy

pragną wyrwać poezję

ze szponów

codzienności

 

już za młodu

wstępują do zakonu

Przenajświętszej Subtelności

i Wniebowstąpienia

 

wysilają umysły i ciało

by wyrazić to co

poza –

to

ponad – - -

 

nie przeczuwają nawet 

ile obietnic

uroków

niespodzianek

kryje w sobie język

którym gadają

wszyscy

hycel i Horacy

 

2

przed laty

Pan Cogito brał udział

w Festiwalu Poezji Obu Półkul

 

miejsce zdarzenia – była Jugosławia

w pobliżu jeziora Ohryd

nad rzeczką Strugą

 

po obu brzegach

rozsiadło się

ponad 30 tysięcy

wielbicieli poezji

liryk z Paryża

Le Bon Mot

omal nie zwariował ze szczęścia

(w domu słuchała go

własna żona

i sterroryzowane potomstwo)

 

asceci

biczownicy

anachoreci

czystej poezji

tarzali się w obfitości

spragnionych dusz

 

po opadnięciu

zmierzchu

rozgorzała strzelanina

na niebie wybuchły

ognie sztuczne

zdawało się

że to nowa wojna bałkańska

 

nazajutrz

wyłowiono z rzeki

czterech chłopów

babę

niemowlę

niezliczoną ilość pustych flaszek

drzwi od stodoły

nogę od fortepianu

bezpańska protezę

około 20 metrów

łańcucha

 

3

przygrywał do taktu

kwartet rodziny Wunderlich

ojciec Hansi – wiolonczela księgowa

matka Truda – buchalteria na skrzypce i blachę

syn Rudi – wszechstronny

naturalna córka dziadka Wunderlich

ergo siostra Hansiego

córka Rudiego

budząca słodką grozę –

przeraźliwa

Maryja Chaos

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

 Pica pica L.

 

od wczesnej wiosny

do późnej jesieni

rankiem

za oknem mojej sypialni

przelatuje

sroka

 

w annałach

kronikach

tablicach genealogicznych

zwana Pica pica

z rodu kondotierów

krwawych i podstępnych

 

niech nas nie zwodzi

czystość kolorów

soczyste listowie nieba

niepokalana biel śniegu

 

tylko jej śpiew

śpiew grzechotnika

odsłania jej

prawdziwy charakter

morderczy niemowląt

 

należałoby

powściągnąć zachwyt

przestrzegać

piętnować

rzucić klątwę

zedrzeć z niej

obłok zachwytu

którym osłania zbrodnię

wtrąca w wahanie

lekkomyślne dusze

 

co zatem czynić

co czynić wypada

 

-    - ha

wiem co zrobię

 

wynajmę

księdza Jana Twardowskiego

piewcę rodzinnego drobiu

jako Egzorcystę Natury

do specjalnych poruczeń

 

kiedy ksiądz

wyjdzie nagle z cienistego

konfesjonału zagajnika

ptaszysko może dostać

zawału serca ze strachu

i na miejscu skonać

zresztą księdzu może przydać się także

trochę ruchu

na świeżym powietrzu

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

Pamięci Zbigniewa
„Bynia” Kuźmiaka

 

Piosenka

 

Znów deszcz ze śniegiem – co on tka

na wielkich krosnach wczesnej zimy

sznur chłopskich wozów w skrzyniach z sosny

poległych w lasu głąb zwozimy

 

niech im całunem będzie mgła

a światłem szronu ostre iskry

i pamięć nasza przy nich trwa

i płoną mroki wiekuiste

 

znów deszcz ze śniegiem ciemny wiatr

bezkresnych równin suchych ostów 

napełnia świat powiększa świat

ten od gwiazd i od lodowców

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Przyszło do głowy

 

Któregoś

zimowego ranka

przyszło Panu Cogito do głowy

stanęło

w środku głowy

nie chciało się ruszyć

ani w prawo

ani w lewo

 

było duże

sapało

miało zapach listonosza

i ubogiej tajemnicy

 

Żeby

Pan Cogito przynajmniej wiedział

po co przyszło

 

 

kontakt

był żaden

Pan Cogito nie śmiał zapytać

„przepraszam ale o co chodzi”

szamotał się

z jego milcząca nieruchomością

 

trwało to

nieznośnie długo

 

sytuacja niezręczna

więcej upokarzająca

bo im dłużej stał

w środku głowy

tym bardziej ulegał

metamorfozie

z intruza

-          w gościa

-      sublokatora

-      współwłaściciela

głowy

 

był

i był

i jeszcze raz był

nieustępliwy

zajadły

 

na szczęście

Pan Cogito

zachorował na zapalenie płuc

gorączka wznieciła pożar

spaliło się wnętrze głowy

razem z tym

co któregoś zimowego ranka

stanęło w środku głowy

teraz

Pan Cogito

jest ostrożny

 

sprawdza

dokładnie

drzwi i okna i zamki

nawet wylot kominków

nawet wyloty wyobraźni

 

Powrót do spisu wierszy

 

  

 

Stanęło w głowie

 

w mowie potocznej

stanęło w głowie

oznacza fiksację

na jednym nieruchomym przedmiocie

 

stanęło w głowie

można obrazowo przedstawić   

jako potężnego chłopa

w futrzanej szubie który

zjawił się w samym środku

przedmiotów nadmiernie ruchomych

paruje on jak koń wzrok u niego

dębowy nieprzenikniony

-          łatwo aby stanęło w głowie

wystarczy chwila nieuwagi

ale wyprowadzić to już inna sprawa

ciężko

po prostu stanęło w głowie

duże nieporadne miętosi czapę w łapie

i dyszy jak stajnia ogierów rozpłodowych

-          zupełnie nie wiadomo jak przemówić do niego

„proszę pana” to za dużo

„ruszaj Grzesiu” – to zbyt

intymnie

więc jak stanęło tak stoi w głowie

zwaliste i apatyczne

przydałoby się średnie trzęsienie ziemi

powiedzmy 4,6 na otwartej skali Richtera

a tu nic pogoda jak drut

on jak skała 

ogólne poczucie fatalnego

bezwładu

stanęło w głowie

chłopsko

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Strefa liryczna

 

Widok na park i mur w przedwieczornym świetle

jak u Coroda – skóra cytryny skóra policzka z pudrem po balu

powietrze złotolite i tu nie słychać żadnych szeptów

stłumionych okrzyków uścisku rąk spoconych galopady

tylko dusza staje się boleśnie wątłą pajęczyną

i na powietrzu trwa jak uśmiech Giocondy

etruskich dziewcząt

 

uśmiech Sfinksa

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

 

Szachy

 

oczekiwany

w wielkim napięciu

turniej człowieka

znak szczególny: nóż w zębach

z potworem maszyny

znak szczególny: olimpijski spokój

skończył się zwycięstwem

smoka

 

na nic

poematy dojrzałe

w ogrodach Andaluzji

nuworysz

Deep Blue

rozpycha się po polach

uszytych z płaszcza arlekina

i drwiący ignorant

nafaszerowany

wszystkimi otwarciami

atakami obroną

a wreszcie radosnym

hallali nad zwłokami

przeciwnika

 

tak więc

królewska gra

przechodzi pod władzę

automatów

 

trzeba ją nocą wykradać

z obozu jeńców

 

kiedy umysł usypia

budzą się maszyny

 

trzeba na nowo rozpocząć

wędrówkę do wyobraźni

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

  

 Telefon

 

w nocy

dobrze po dwunastej

dzwoni telefon

 

przez nieprawdopodobne zasieki

mgły i drutu

przedziera się

Thomas Merton mnich

któremu niemało zawdzięczam

dzwoni tak cicho

że nawet mój

czujny kot Szu-szu

nie podnosi głowy

śpi wtulony ufnie

w stary narciarski sweter

 

-      - jak to ładnie

że ojciec nie zapomina o mnie

za życia nie udało się spotkanie

teraz możemy porozmawiać

o wszystkim –

należałoby zapytać

nad czym pracuje

a tu kołek w głowie

pypeć na języku

woda w mózgu

 

-     - a jak u Pana

pyta ojciec trapista

 -bolą mnie oczy

-   -to pewnie zapalenie spojówek

za dużo czytamy

za mało medytujemy

na oczy najlepszy rumianek

 

utknęliśmy w rumiankach

gaje rumianku

zagajniki werbeny

polany belladony

 

pochłania mnie

bezmiar

przetykany Czarnymi Dziurami

filozofia kaca

ergo New Age

  

filozofia

lewej nogi

słowem naplewat’

następnym razem

przeczytam fundamentalny buch

o filozofii

bardzo Dalekiego Wschodu

 

słaby ze mnie

piastun nicości

nigdy w życiu

nie udało mi się

stworzyć

przyzwoitej abstrakcji

 

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

Jego Eminencji

księdzu Józefowi Życińskiemu

 

 

Tomasz

 

Tu przyłożono ostrze do ciała

Tu dokładnie

I pchnięto

I jest pamiątka

krzyczy we wszelkich językach ryby

-          rana –

 

Twarz skupiona

czoło w bruzdach

sine światło poranka

niechętnie i zimnie

 

Wskazując palec Tomasza

prowadzi z góry

ręka Mistrza

 

a więc dozwolone jest wątpienie

zgoda na pytanie

więc jednak coś warte jest czoło

w zmarszczkach Leonarda

Vinci

 

Powrót do spisu wierszy

 

  

 

W mieście

 

W mieście kresowym do którego nie wrócę

jest taki skrzydlaty kamień lekki i ogromny

pioruny biją w ten kamień skrzydlaty

 

w moim mieście dalekim do którego nie wrócę

jest ciężka i pożywna woda

kto raz ci kubek z taką wodą poda

mówi – raz tu jeszcze wrócę

 

w moim mieście którego nie ma na żadnej mapie

świata jest taki chleb co żywić może

całe życie czarny jak dola tułacza jak

kamień, woda, chleb, trwanie wież o świcie

 

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Leszkowi Elektrowiczowi

z niezłomną przyjaźnią

 

Wysoki Zamek

 

1

w nagrodę

wycieczka

na Wysoki Zamek

 

zanim

dotrzemy do jego podnóży

podróż tramwajem

 

wielki koncert

za żelastwo

lane

kute

adorowane

 

altówka szyn

oboje

w gęstej trawie konfuzji

 

na każdym

zakręcie

tramwaj spala się

w ekstazie

 

na dachu

kometa

z fioletowym ogonem

 

żarliwy jazgot

blachy czerwonej

blachy ochrypłej

blachy triumfującej

odbity w szybach

ucichły

Lwów

spokojny

blady

świecznik łez

 

2

Wysoki Zamek

chowa wstydliwe stopy

pod koc

z leszczyny

wilczej jagody

pokrzywy

 

zagajnik kuplerek

 

białą

spoconą bluzkę

obejmuje ramię

 

3

idziemy na skróty

ścieżką bystrą

jak potok

 

tutaj powieszono

Józefa i Teofila

bowiem zbyt gorąco

ukochali wolność

 

-          czy nie drażni was

krzyk dzieci

nawoływanie matek

zdarty głos przekupniów

 

-          niech każdy

robi swoje

 

-          nas

niedługo

zabiorą

na wieczornych skrzydłach

morelowych

jabłecznych

lekko sinych

po brzegach

na inny

jeszcze wyższy

zamek

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

 

Ala ma kota. W obronie analfabetyzmu

 

Z faktu przyswojenia sobie

wiedzy że Ala ma kota

Pan Cogito wyciągnął

zbyt daleko idące konsekwencje

 

czy nabyta umiejętność

upoważnia do ferowania wyroków

zakładania szkól dobrego gustu

opiniowania projektów odbudowy

ludzkości na wzór komicznego

Augusta Comte’a

 

czy nie lepiej

było zaniechać

zdobytej

tanim kosztem wiedzy

i poprzestać

na mądrości

starych górali

o braku prawdziwego

postępu

oznaczałoby to

wzrost bezrobocia

dużą ilość nie zatrudnionych

otworów gębowych

klarowną wiedzę

że wszelka filozofia

jest zbyteczna

a nawet szkodliwa

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Artur

 

…a nie zaśpiewam więcej nigdy piosenki o Felku Stankiewiczu

ani pułkowego hymnu o czerwonych makach

więc odszedłeś Arturze straszna zima

ani śladu po bitwie ani śladu po makach

 

więc odszedłeś Arturze tam gdzie inni idą

swoim wojskowym krokiem pierś wypiętą

i tylko jeszcze echo niepocieszone echo

błąka się po strunach jak zbłąkany Anioł

 

a teraz – śmiech powiedzieć – w aniołów śpiewasz chórze

skryty światłością wielką światłością niepojętą

śpiewasz kiedy otwieram okno nastawiam herbatę

 

tak Julio

Arturze

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

 

Co mogę jeszcze zrobić dla pana

 

Całe mnóstwo

otworzyć okno

poprawić poduszkę

wylać zimna herbatę

 - to wszystko

 - wszystko

 dużo 

i mało zarazem

 

trzeba bowiem

robić starannie

i z namysłem

otworzyć okno na całą wiosnę

poprawić głowę na kształt poduszki

 

strach pomyśleć

co może uczynić

czytanie spuszczone z łańcucha

szkoła pisania

nie zadowalająca się konstatacją

że wszystko z wody

albo wszystko z ognia

a nie drukiem

zaostrzonym dziobem pióra

w teczkach

 

i tak powstają

pożal się Boże

wciąż nowe

traktaty

bulle

rewokacje

stosy

 

Powrót do spisu wierszy

 

  

 

Czas

 

oto żyję w różnych czasach,  jak owad w bursztynie,

nieruchomy, a więc bez czasu, bowiem nieruchome są członki moje

i nie rzucam na ścianę cienia, cały w jaskini, jak w bursztynie,

nieruchomy, a więc nie istniejący;

oto żyję w różnych czasach, nieruchomy, a wyposażony

we wszystkie ruchy, bowiem żyję w przestrzeni i należę do niej

i wszystko co jest przestrzenią użycza mi jej przejmującej, przemijającej formy;

oto żyję w różnych czasach, nie istniejący boleśnie nieruchomy

i boleśnie ruchliwy i nie wiem zaiste, co mi jest dane, a co odjęte

na zawsze

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Pan Cogito. Lekcja kaligrafii

 

Tylko raz w życiu

udało się osiągnąć Panu Cogito

wyżyny mistrzostwa

 

w klasie pierwszej

szkoły podstawowej

świętego Antoniego

siedemdziesiąt lat temu

we Lwowie

 

konkurs kaligrafii

Pan Cogito pobija rekord

 

najpiękniej napisał

literę b

 

osiągnął zasłużone laury Petrarki

litery

b

 

arcydzieło

niestety pochłonęła

wichura dziejów

 

zniszczyła

za zawsze

wyniosłą wieżę

renesansowy brzuszek

b

 

doniosły konkurs

odbywał się pod okiem

pani od polskiego

(w paszporcie

Bombowa)

 

piastunka intelektu

Pana Cogito

 

wichry dziejów

pochłonęły bez reszty

wyniosłą wieżę

i renesansowy brzuszek

b

 

a także 

przez chroniczne roztargnienie

panią Bombową

 

schroniła się w mitologii

i odtąd żyje

i króluje

Panu Cogito

i osieroconej literze

b

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Pępek

 

To najbardziej wzruszające miejsce miasto ciała

przez dziewięć miesięcy ślepa luneta na świat

aż wreszcie przybyła w ostatniej chwili straż pożarna

nagłe cięcie

i już jest osobne skazane na miłość

przedłużenie miłości przyjaźni i służba Conradowi krzyżyk z chleba 

słowa marszałka o pieczęci państwie – mieście wszystko kołuje

koło historii miażdży

zostaje on jeden wierny

zwinięty w pępek haft ciała

pępek koniec warkocza 

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Pora

 

o poro w nieboskłonów wnętrze wszystko już zamknięte

kształt dźwięk i kolor z lekka wywinięty

jest tylko płatek róży rdzawy już po brzegu

 

słodkie nieróbstwo nie pytać o zmierzchu

Boreusz rzeźbi chmury a Cyrrusy resztę  

czarny i biały Norwid i wyrzut sumienia 

 

 

Powrót do spisu wierszy

 

  

Starość

 

Wszystko to wiedziałem znacznie wcześniej

zatem lepiej wątki wiązały się logicznie

to znaczy lepiej

ten sam – Szu-szu wygrzewa się między łydką  udem

sen ten sam – połów myszy zdobycie wieży

niepotrzebne mi są żadne pamiątki

rzeczywistość obraca się wolno w żyłach

przed zamkniętymi oczami

wiem że to on zdradził

niepotrzebne są mi rozwinięcia tematu 

ponieważ wszystko się powtarza

 

teraz jest lepiej

nie jestem ciekaw

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

Jerzemu Siwcowi

 

 

Urwanie głowy

 

Przed odjazdem

bałagan

 

papier przedmioty

w locie

 

jakby przeczuwały

że stracą

prawo grawitacji

z odlotem

Pana Cogito

 

nie zapłacone rachunki

nie zwrócone długi

na słowo honoru

nie napisane wiersze 

umowy bez przyszłości

miłostki bez koloru

nie wypite piwo

wszystko to lata

w głowie Pana Cogito

bałagan rośnie

co to będzie

jeśli nie uda się

opanować żywiołu

 

przecież bez końca

nie można

odkładać

w nieskończoność

wyjazdu na wakacje

 

więc pewnego dnia

lub nocy

kiedy wszystko to kończy się

Pan Cogito

opera się wygodnie

a poduszkach

ekspresu

przykrywając

zimne kolana

pledem

i dochodzi do wniosku

że wszystko to pójdzie

naprzód

jak przed wakacjami

na pewno gorzej

niż za życia Pana Cogito

ale zawsze pójdzie

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

 

Zaświaty Pana Cogito

 

nie wszystko zdaniem

Pana Cogito

z perspektywy tego świata

 

ten świat

to właściwie tamten świat

ot takie figle teorii względności

to co tu

jest tam

to co tamten świat

tutaj

 

więc nie wszystko

idzie dobrze

 

czy Pan Cogito

nie tłumaczył

cierpliwie

że nie należało

podpisywać traktatu

ze złoczyńcą

ani oczekiwać

że dobre intencje

prowokują nieodmiennie

korzystne skutki

 

ani tysiąca innych

zaleceń ogólnych

i ich szczegółowych zastosowań

  

więc nadal

sufluje władcom świata

swoje dobre rady

 

jak zawsze

zawsze

bez skutku

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

 

Portret końca wieku

 

Wyniszczony narkotykami szalem spalin uduszony

spalony w gwiazdę płonącą goreje Super Nowa

trzech wieczorów – chaosu pożądania udręki

wchodzi na trampolinę zaczyna od nowa

 

karzełku naszych czasów gwiazdko zetlałych wieczorów

artysto z kozią stopą który przedrzeźniasz demiurga

jarmarczna apokalipsa o książę lunatyków

skryj twarz nienawistną

 

póki czas jeszcze przywołaj Baranka wody oczyszczenia

niech wzejdzie gwiazda prawdziwa Lacrimoso Mozarta

przywołaj gwiazdę prawdziwą krainę stulistną

niech ziści się Epifania otwarta jest Nowa Karta

 

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

 

Czułość

 

Cóż ja z tobą czułości w końcu począć mam

czułość do kamieni do ptaków i ludzi

powinnaś spać we wnętrzu dłoni oka tam

twoje miejsce niech cię nikt nie budzi

 

Psujesz wszystko zamieniasz na opak

streszczasz tragedię na romans kuchenny

idei lot wysokopienny

zmieniasz w stękanie eksklamacje szlochy

 

Opisać to jest zabić bo przecież twoja rola

siedzieć w ciemności pustej chłodnej sali

samotnie siedzieć gdy rozum spokojnie gwarzy

w oku marmurów mgła i krople toczą się po twarzy

 

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

Głowa

 

Tezeusz kroczy przez ocean

skrwawionych kolumn liści w czas odnowy

unosi w zaciśniętej pięści trofeum

oskalpowaną  Minotaura głowę

 

Goryczy zwycięstwa okrzyk sowy

odmierza świt miedzianą miarką

by słodką klęskę ciepły oddech

do końca życia czuł na karku 

 

Powrót do spisu wierszy

 

 

Tkanina

 

Bór nici wąskie palce i krosna wierności

oczekiwania ciemne flukta

więc przy mnie bądź pamięci krucha

udziel swej nieskończoności

 

Słabe światło sumienia stuk jednostajny

odmierza lata wyspy wieki

by wreszcie przynieść na brzeg niedaleki

czółno i watek osnowy i całun