moja przenajświętsza babcia
w długiej obcisłej sukni
zapinanej
na niezliczoną ilość
guzików
jak orchidea
jak archipelag
jak gwiazdozbiór
siedzę na jej kolanach
a ona mi opowiada
wszechświat
od piątku
do niedzieli
zasłuchany
wiem wszystko
- co od niej
nie zdradza mi tylko swego pochodzenia
babcia Maria z Bałabanów
Maria Doświadczona
nic nie mówi
o masakrze
Armenii
masakrze Turków
chce mi zaoszczędzić
kilku lat złudzenia
wie że doczekam
i sam poznam
bez słów zaklęć i płaczu
szorstką
powierzchnię
i dno
słowa
![]()
Panie,
dzięki Ci składam za cały ten kram życia, w którym
tonę od niepamiętnych czasów bez ratunku śmiertelnie
skupiony na ciągłym poszukiwaniu drobiazgów.
Bądź pochwalony, że dałeś mi niepozorne guziki
szpilki, szelki, okulary, strugi atramentu, zawsze
gościnne nie zapisane karty papieru, przezroczyste koszulki, teczki cierpliwe,
czekające.
Panie, dzięki Ci składam za strzykawki z igłą grubą i cienką jak
włos, bandaże, wszelki przylepiec, pokorny kompres, dzięki
za kroplówkę, sole mineralne, wenflony, a nade wszystko
za pigułki na sen o nazwach jak rzymskie nimfy,
które są dobre, bo proszą, przypominają, zastępują
śmierć.
![]()
Panie,
obdarz mnie zdolnością układania zdań długich, których
linia jak zwykle od oddechu do oddechu wydaje
się linią rozpiętą jak wiszące mosty jak tęcza alfa i omega
oceanu
Panie,
obdarz mnie siłą i zręcznością tych, którzy
budują zdania długie rozłożyste jak dąb pojemne
jak wielka dolina, aby mieściły się w nich światy, cienie
światów, światy z marzenia
a także aby zdanie główne panowało pewnie nad podrzędnymi
kontrolowało ich bieg zawiły ale wyrazisty jak basso continuo
trwało niewzruszenie nad ruchem elementów, aby przyciągnęło je jak
jądro przyciąga elektrony siłą niewidocznych praw grawitacji
o zdanie długie tedy modlę się, zdanie lepione w mozole
rozległe tak by w każdym z nich znalazło się lustrzane
odbicie katedry, wielkie oratorium, tryptyk
a także zwierzęta
potężne i małe, dworce kolejowe, serce przepełnione żalem
przepaście skalne i bruzdę losów w dłoni
![]()
Panie
pomóż nam wymyślić owoc
czysty obraz słodyczy
a także spotkanie obojga płaszczyzn
zmierzchu i zaranka
wydobądź z fałdów morza
bas czystych głębin
a także dziewczynę
ślepą jak przeznaczenie
dziewczynę która śpiewa belcanto
![]()
Panie
wiem że dni moje są policzone
zostało ich niewiele
Tyle żebym jeszcze zdążył zebrać piasek
którym przykryją mi twarz
nie zdążę już
zadośćuczynić skrzywdzonym
ani przeprosić tych wszystkich
którym wyrządziłem zło
dlatego smutna jest moja dusza
życie moje
powinno zatoczyć koło
zamknąć się jak dobrze skomponowana sonata
a teraz widzę dokładnie
na moment przed codą
porwane akordy
źle zestawione kolory i słowa
jazgot dysonans
języki chaosu
dlaczego
życie moje
nie było jak kręgi na wodzie
obudzonym w nieskończonych głębinach
początkiem który rośnie
układa się w słoje stopnie fałdy
by skonać spokojnie
u twoich nieodgadnionych kolan
![]()
ważnym dodatkiem
w życiu Pana Cogito
były dodatki ilustrowane
dzięki nim
życie sławnych aktorów
księżniczek
tancerek brzucha
nie miało dla niego
tajemnic
wystarczyło parę
taktów melodii
a już stawały przed nim szeregiem
okrutne portrety
prześwietlone promieniem X
od ubogiego dzieciństwa
zawrotnej kariery
śmierci w zapomnieniu
porzucone teraz
na cmentarzu płyt gramofonowych
trochę mniejszych
od cmentarzy zużytych samochodów
dzięki nim
odgaduje bezbłędnie
daty swego życia
na jego straży
stoją Dalida
Halina Kunicka
Irena Santor dobre wróżki
dzięki nim
tyrania
upiększona
została
piosenkami
należało się im
słowo dziękuję
czułe miejsce w pamięci
wspólne imię
na kamiennej tablicy
znojnego żywota
![]()
byłem bardzo młody
i rozsądek doradzał
żeby nie dawać słowa
mogłem śmiało powiedzieć
namyślę się jeszcze
nie ma pośpiechu
to nie rozkład jazdy
dam słowo po maturze
po służbie wojskowej
kiedy zbuduję dom
ale czas eksplodował
nie było już przedtem
nie było już potem
w oślepiającym teraz
trzeba było wybierać
więc dałem słowo
słowo
pętla na szyi
słowo ostateczne
w rzadkich chwilach
kiedy wszystko staje się lekkie
przechodzi w przezroczystość
myślę sobie:
słowo daję
chętnie bym
cofną dane słowo
trwa to krótko
bo oto skrzypi oś świata
mijają ludzie
krajobrazy
kolorowe obręcze czasu
a dane słowo
ugrzęzło w gardle
![]()
co mnie właściwie obchodzi
ze te nogi należały
do prawdziwej księżniczki
reszta była
hipotetyczna
co mi właściwie pomoże
że te nogi
kiedy stanowiły jeszcze
niewyobrażalną całość
wymagały
więcej troski
jak uśmiech Nefretete
jak wzorzec
czasu i przestrzeni
złożony w Greenwich
![]()
Z białej trybuny
becików jaśków kołderek
mówię w języku bebe
do ludzkości (nie całej)
reszta ludzkości
słucha nie słucha zapomina
tak to zaczęło bić
mleczne źródło powoju
smocze źródło zagłady
dwaj prorocy próba głosu
zaprawdę zaprawdę
nie powrócisz do uśmiechniętej twarzy jabłka
cicho płonących białych ogrodów
płynnych przestrzeni
nasłuchujcie beknięcie burzy
szamotania w garderobie
Rapallo republiko zdrady
śmiech sztyletów
miasto z głową szczura
![]()
kiedy śpię
jak wszyscy
przed światem
nakręcam zegar
tonę na białym
żaglowcu
fala zmywa mnie
z białego żaglowca
szukam kluczy
zabijam smoka
który się śmieje
zapalam lampę
a nade wszystko
gadam
podejrzewam
że wszyscy śnią obrazami
ale opowiadam sobie
te wszystkie głupie historie
jakbym spał
w kopcu narracji
ale taki powinien być
język snu
język piękny dalekosiężny
zwiewny
gdy porzuca gramatykę
zasady fonetyki
język urągania
język którego nie znam
kiedy śpię
w miejscu kota
miedziane ciało
przenika dreszcz
stękamy melodia
kiedy śpię
w miejscu kota
niekiedy ciało
przenika dreszcz
stękana melodia
słyszalna uszom
wówczas
zamyka się
język snu
niepodległy
zmęczeniu
czysty
język słodkiej grozy
![]()
To naprawdę naturo nie świadczy o twojej
wielkoduszności
a jeśli nie jesteś wielkoduszna
możesz nie być wcale
Czy naprawdę nie mogłaś zafundować mu nagłej śmierci
jak pyknięcie świecy
jak zsuniecie się peruki na ziemię
jak krótka podróż pierścionka po gładkim stole
który toczy się kołuje
wreszcie staje jak martwy
skarabeusz
Więc po co te okrutne zabawy
ze staruszkiem
utrata pamięci
nieprzytomne przebudzenie
obawa nocy
czy to nie on powiedział
wystrzegać się złych snów
on których ma na głowie siwy lodowiec
a w miejscu zegarka z dewizką wulkan
To zupełnie w złym guście
kazać temu
który ćwiczy się w zawodzie widma
stać się nagle
upiorem
![]()
A teraz to nie będzie mnie na żadnym
zdjęciu zbiorowym (dumny dowód mojej śmierci
we wszystkich literackich tygodnikach świata) kiedy ktoś
powie patrzcie widzicie to Zbyszek wskazując palcem
na mężczyznę który szamoce się z walizką ale to nie
ja to ktoś inny nawet nie jest z tej branży
nie ma mnie i nie ma zupełna pustka
nawet gdybym skupił wolę w jedno ognisko
nie potrafiłbym na moment nawet w błysku magnezji
zaistnieć więc nie ma
szlus
tak po tyrańsku nie ma jakbym okazał się wrogiem
rewolucji a przedtem stał bezpiecznie w słońcu
wodza
![]()
Kwiaty naręcza kwiatów przyniesione z ogrodu
kwiaty nabiegłe barwą pąsową fioletowe sine
odjęte pszczołom trwonią swoje aromaty
w woskowej ciszy pokoju na granicy zimy
komu te hojne dary nazbyt hojne komu
omdlewające ciało zamieć spadające płatki
niebo przeszyte bielą wapienną ciszą domu
mgły się snują po polach odpływają statki
![]()
Tyle nocy bezsennych tyle par
pieluch lawina proszków do prania
tyle par bielizny zastrzyków pocałunków w ciepły pośladek
tyle klapsów
tyle nadziei tyle zapłakanych oczu
gdy nagle to wszystko zgniecione pod obcasem
jak niedopałek papierosa gdy szli do ataku
i jeszcze
jeszcze tyle śpiewu unosi się
nad miejscem nad którym tłucze się ziarnko pustki
nad ziarenkiem nicości
![]()
Pozwól na wstępie wyrazić radosne zdziwienie
że oto idziemy razem na czele naszych kompanii
w różnych mundurach różne komendy ale cel jest jeden
przeżyć
Mówisz mi to słuchaj chyba trzeba rozpuścić
naszych chłopców do domu do Margot do Kasi
wojna tylko na defiladach jest piękna
a pozatem wiemy dobrze błoto krew
szczury
Kiedy to mówisz lawinowy ogień artylerii
to ten łajdak Parkinson tak długo zwlekał
aż wreszcie nas dopadł gdy szliśmy nieprzepisowym krokiem
z rozpiętym kołnierzykiem pod brodą rękami w kieszeni
już na urlopie gdy nagle Parkinson przypomniał
nam że to jeszcze nie koniec że jeszcze nie skończyła się
ta cholerna wojna
![]()
nie wiem przeciwko komu (do czorta)
jest ten huraganowy atak
artylerii ciężkiej bólu gdy każdy centymetr powietrza
każda piędź ziemi zostały zryte obrócone na nice
przez poprzedni atak wręcz zniwelowane więc po co
ta furia bólu jeżeli jest to sygnał
a ból jest sygnałem do sztabu
gdy wszyscy dali nogę roniąc po drodze ostatnie rokazy
zniszczenia po co więc te paroksyzmy zimne dreszcze mdłości
wycie pod niskim ciemnym niebem
wbitego na pal
![]()
Nie wiadomo czy ktokolwiek zna jego osobiste zoologiczne imię
tak małego nisko na samym dole poza granicą widzących oczu.
Jest to coś co waha się między istnieniem nieobecnością znikome
znikliwe jak ułomek druku cząstka fragment znaku ortograficznego,
kawałek przecinka strużyna ołowiu z kaszty u drukarza.
Otwieram zimową lekturę i oto na stronie Bardzo Małe Zwierzątko
przycupnięte do karty, zrazu nieruchome, po chwili puszcza się
w drogę węsząc między wierszami a potem na przełaj rzuca się
naprzód co koń wyskoczy, naprzód z szybkością równą szybkości
światła Bardzo Małego Zwierzątka (zwierzątko jest ślepe).
Ten sezon (może to jest ostatni) sezon mego życia) wszystko
było jak zawsze Bardzo Małe Zwierzątko bawiło mnie i ogrzewało
moje czarne serce, gdy postanowiłem książkę podarować przyjaciołom
w Londynie. Zapakowałem, wysłałem. Razem ze Zwierzątkiem.
Co robi w czasie długiej podróży przez morze. Lektury ma
co dostatkiem, je przecież niewiele, ale co myśli o mnie, starym
towarzyszu, który zdradził.
![]()
Pan Cogito. Aktualna pozycja duszy
Od pewnego czasu
Pan Cogito
nosi duszę
na ramieniu
oznacza to
stan gotowości
umieszczenie
duszy na ramieniu
jest operacją delikatną
powinno odbyć się
bez gorączkowego pośpiechu
scen znanych
z wojen
ewakuacji
oblężonych miast
dusza lubiła przybierać
różne postacie
teraz jest skałą
wbiła szpony
w lewe ramię Pana Cogito
czeka
być może opuści
ciało Pana Cogito
we śnie
albo w pełnym świetle dnia
pełnej świadomości
nastąpi pożegnanie
krótkie jak świst
pękniętego lustra
na razie
siedzi na ramieniu
gotowa do lotu
![]()
kampanie
napawały Pana Cogito
nudą
w każdym pokoleniu
pojawiają się ci którzy
z uporem godnym lepszej sprawy
pragną wyrwać poezję
ze szponów
codzienności
już za młodu
wstępują do zakonu
Przenajświętszej Subtelności
i Wniebowstąpienia
wysilają umysły i ciało
by wyrazić to co
poza
to
ponad - -
nie przeczuwają nawet
ile obietnic
uroków
niespodzianek
kryje w sobie język
którym gadają
wszyscy
hycel i Horacy
2
przed laty
Pan Cogito brał udział
w Festiwalu Poezji Obu Półkul
miejsce zdarzenia była Jugosławia
w pobliżu jeziora Ohryd
nad rzeczką Strugą
po obu brzegach
rozsiadło się
ponad 30 tysięcy
wielbicieli poezji
liryk z Paryża
Le Bon Mot
omal nie zwariował ze szczęścia
(w domu słuchała go
własna żona
i sterroryzowane potomstwo)
asceci
biczownicy
anachoreci
czystej poezji
tarzali się w obfitości
spragnionych dusz
po opadnięciu
zmierzchu
rozgorzała strzelanina
na niebie wybuchły
ognie sztuczne
zdawało się
że to nowa wojna bałkańska
nazajutrz
wyłowiono z rzeki
czterech chłopów
babę
niemowlę
niezliczoną ilość pustych flaszek
drzwi od stodoły
nogę od fortepianu
bezpańska protezę
około 20 metrów
łańcucha
3
przygrywał do taktu
kwartet rodziny Wunderlich
ojciec Hansi wiolonczela księgowa
matka Truda buchalteria na skrzypce i blachę
syn Rudi wszechstronny
naturalna córka dziadka Wunderlich
ergo siostra Hansiego
córka Rudiego
budząca słodką grozę
przeraźliwa
Maryja Chaos
![]()
od wczesnej wiosny
do późnej jesieni
rankiem
za oknem mojej sypialni
przelatuje
sroka
w annałach
kronikach
tablicach genealogicznych
zwana Pica pica
z rodu kondotierów
krwawych i podstępnych
niech nas nie zwodzi
czystość kolorów
soczyste listowie nieba
niepokalana biel śniegu
tylko jej śpiew
śpiew grzechotnika
odsłania jej
prawdziwy charakter
morderczy niemowląt
należałoby
powściągnąć zachwyt
przestrzegać
piętnować
rzucić klątwę
zedrzeć z niej
obłok zachwytu
którym osłania zbrodnię
wtrąca w wahanie
lekkomyślne dusze
co zatem czynić
co czynić wypada
- - ha
wiem co zrobię
wynajmę
księdza Jana Twardowskiego
piewcę rodzinnego drobiu
jako Egzorcystę Natury
do specjalnych poruczeń
kiedy ksiądz
wyjdzie nagle z cienistego
konfesjonału zagajnika
ptaszysko może dostać
zawału serca ze strachu
i na miejscu skonać
zresztą księdzu może przydać się także
trochę ruchu
na świeżym powietrzu
![]()
Znów deszcz ze śniegiem co on tka
na wielkich krosnach wczesnej zimy
sznur chłopskich wozów w skrzyniach z sosny
poległych w lasu głąb zwozimy
niech im całunem będzie mgła
a światłem szronu ostre iskry
i pamięć nasza przy nich trwa
i płoną mroki wiekuiste
znów deszcz ze śniegiem ciemny wiatr
bezkresnych równin suchych ostów
napełnia świat powiększa świat
ten od gwiazd i od lodowców
![]()
Któregoś
zimowego ranka
przyszło Panu Cogito do głowy
stanęło
w środku głowy
nie chciało się ruszyć
ani w prawo
ani w lewo
było duże
sapało
miało zapach listonosza
i ubogiej tajemnicy
Żeby
Pan Cogito przynajmniej wiedział
po co przyszło
kontakt
był żaden
Pan Cogito nie śmiał zapytać
przepraszam ale o co chodzi
szamotał się
z jego milcząca nieruchomością
trwało to
nieznośnie długo
sytuacja niezręczna
więcej upokarzająca
bo im dłużej stał
w środku głowy
tym bardziej ulegał
metamorfozie
z intruza
- w gościa
- sublokatora
- współwłaściciela
głowy
był
i był
i jeszcze raz był
nieustępliwy
zajadły
na szczęście
Pan Cogito
zachorował na zapalenie płuc
gorączka wznieciła pożar
spaliło się wnętrze głowy
razem z tym
co któregoś zimowego ranka
stanęło w środku głowy
teraz
Pan Cogito
jest ostrożny
sprawdza
dokładnie
drzwi i okna i zamki
nawet wylot kominków
nawet wyloty wyobraźni
![]()
w mowie potocznej
stanęło w głowie
oznacza fiksację
na jednym nieruchomym przedmiocie
stanęło w głowie
można obrazowo przedstawić
jako potężnego chłopa
w futrzanej szubie który
zjawił się w samym środku
przedmiotów nadmiernie ruchomych
paruje on jak koń wzrok u niego
dębowy nieprzenikniony
- łatwo aby stanęło w głowie
wystarczy chwila nieuwagi
ale wyprowadzić to już inna sprawa
ciężko
po prostu stanęło w głowie
duże nieporadne miętosi czapę w łapie
i dyszy jak stajnia ogierów rozpłodowych
- zupełnie nie wiadomo jak przemówić do niego
proszę pana to za dużo
ruszaj Grzesiu to zbyt
intymnie
więc jak stanęło tak stoi w głowie
zwaliste i apatyczne
przydałoby się średnie trzęsienie ziemi
powiedzmy 4,6 na otwartej skali Richtera
a tu nic pogoda jak drut
on jak skała
ogólne poczucie fatalnego
bezwładu
stanęło w głowie
chłopsko
![]()
Widok na park i mur w przedwieczornym świetle
jak u Coroda skóra cytryny skóra policzka z pudrem po balu
powietrze złotolite i tu nie słychać żadnych szeptów
stłumionych okrzyków uścisku rąk spoconych galopady
tylko dusza staje się boleśnie wątłą pajęczyną
i na powietrzu trwa jak uśmiech Giocondy
etruskich dziewcząt
uśmiech Sfinksa
![]()
oczekiwany
w wielkim napięciu
turniej człowieka
znak szczególny: nóż w zębach
z potworem maszyny
znak szczególny: olimpijski spokój
skończył się zwycięstwem
smoka
na nic
poematy dojrzałe
w ogrodach Andaluzji
nuworysz
Deep Blue
rozpycha się po polach
uszytych z płaszcza arlekina
i drwiący ignorant
nafaszerowany
wszystkimi otwarciami
atakami obroną
a wreszcie radosnym
hallali nad zwłokami
przeciwnika
tak więc
królewska gra
przechodzi pod władzę
automatów
trzeba ją nocą wykradać
z obozu jeńców
kiedy umysł usypia
budzą się maszyny
trzeba na nowo rozpocząć
wędrówkę do wyobraźni
![]()
w nocy
dobrze po dwunastej
dzwoni telefon
przez nieprawdopodobne zasieki
mgły i drutu
przedziera się
Thomas Merton mnich
któremu niemało zawdzięczam
dzwoni tak cicho
że nawet mój
czujny kot Szu-szu
nie podnosi głowy
śpi wtulony ufnie
w stary narciarski sweter
- - jak to ładnie
że ojciec nie zapomina o mnie
za życia nie udało się spotkanie
teraz możemy porozmawiać
o wszystkim
należałoby zapytać
nad czym pracuje
a tu kołek w głowie
pypeć na języku
woda w mózgu
- - a jak u Pana
pyta ojciec trapista
-bolą mnie oczy
- -to pewnie zapalenie spojówek
za dużo czytamy
za mało medytujemy
na oczy najlepszy rumianek
utknęliśmy w rumiankach
gaje rumianku
zagajniki werbeny
polany belladony
pochłania mnie
bezmiar
przetykany Czarnymi Dziurami
filozofia kaca
ergo New Age
filozofia
lewej nogi
słowem naplewat
następnym razem
przeczytam fundamentalny buch
o filozofii
bardzo Dalekiego Wschodu
słaby ze mnie
piastun nicości
nigdy w życiu
nie udało mi się
stworzyć
przyzwoitej abstrakcji
![]()
księdzu Józefowi Życińskiemu
Tu przyłożono ostrze do ciała
Tu dokładnie
I pchnięto
I jest pamiątka
krzyczy we wszelkich językach ryby
- rana
Twarz skupiona
czoło w bruzdach
sine światło poranka
niechętnie i zimnie
Wskazując palec Tomasza
prowadzi z góry
ręka Mistrza
a więc dozwolone jest wątpienie
zgoda na pytanie
więc jednak coś warte jest czoło
w zmarszczkach Leonarda
Vinci
![]()
W mieście kresowym do którego nie wrócę
jest taki skrzydlaty kamień lekki i ogromny
pioruny biją w ten kamień skrzydlaty
w moim mieście dalekim do którego nie wrócę
jest ciężka i pożywna woda
kto raz ci kubek z taką wodą poda
mówi raz tu jeszcze wrócę
w moim mieście którego nie ma na żadnej mapie
świata jest taki chleb co żywić może
całe życie czarny jak dola tułacza jak
kamień, woda, chleb, trwanie wież o świcie
![]()
z niezłomną przyjaźnią
1
w nagrodę
wycieczka
na Wysoki Zamek
zanim
dotrzemy do jego podnóży
podróż tramwajem
wielki koncert
za żelastwo
lane
kute
adorowane
altówka szyn
oboje
w gęstej trawie konfuzji
na każdym
zakręcie
tramwaj spala się
w ekstazie
na dachu
kometa
z fioletowym ogonem
żarliwy jazgot
blachy czerwonej
blachy ochrypłej
blachy triumfującej
odbity w szybach
ucichły
Lwów
spokojny
blady
świecznik łez
2
Wysoki Zamek
chowa wstydliwe stopy
pod koc
z leszczyny
wilczej jagody
pokrzywy
zagajnik kuplerek
białą
spoconą bluzkę
obejmuje ramię
3
idziemy na skróty
ścieżką bystrą
jak potok
tutaj powieszono
Józefa i Teofila
bowiem zbyt gorąco
ukochali wolność
- czy nie drażni was
krzyk dzieci
nawoływanie matek
zdarty głos przekupniów
- niech każdy
robi swoje
- nas
niedługo
zabiorą
na wieczornych skrzydłach
morelowych
jabłecznych
lekko sinych
po brzegach
na inny
jeszcze wyższy
zamek
![]()
Z faktu przyswojenia sobie
wiedzy że Ala ma kota
Pan Cogito wyciągnął
zbyt daleko idące konsekwencje
czy nabyta umiejętność
upoważnia do ferowania wyroków
zakładania szkól dobrego gustu
opiniowania projektów odbudowy
ludzkości na wzór komicznego
Augusta Comtea
czy nie lepiej
było zaniechać
zdobytej
tanim kosztem wiedzy
i poprzestać
na mądrości
starych górali
o braku prawdziwego
postępu
oznaczałoby to
wzrost bezrobocia
dużą ilość nie zatrudnionych
otworów gębowych
klarowną wiedzę
że wszelka filozofia
jest zbyteczna
a nawet szkodliwa
![]()
a nie zaśpiewam więcej nigdy piosenki o Felku Stankiewiczu
ani pułkowego hymnu o czerwonych makach
więc odszedłeś Arturze straszna zima
ani śladu po bitwie ani śladu po makach
więc odszedłeś Arturze tam gdzie inni idą
swoim wojskowym krokiem pierś wypiętą
i tylko jeszcze echo niepocieszone echo
błąka się po strunach jak zbłąkany Anioł
a teraz śmiech powiedzieć w aniołów śpiewasz chórze
skryty światłością wielką światłością niepojętą
śpiewasz kiedy otwieram okno nastawiam herbatę
tak Julio
Arturze
![]()
Całe mnóstwo
otworzyć okno
poprawić poduszkę
wylać zimna herbatę
- to wszystko
- wszystko
dużo
i mało zarazem
trzeba bowiem
robić starannie
i z namysłem
otworzyć okno na całą wiosnę
poprawić głowę na kształt poduszki
strach pomyśleć
co może uczynić
czytanie spuszczone z łańcucha
szkoła pisania
nie zadowalająca się konstatacją
że wszystko z wody
albo wszystko z ognia
a nie drukiem
zaostrzonym dziobem pióra
w teczkach
i tak powstają
pożal się Boże
wciąż nowe
traktaty
bulle
rewokacje
stosy
![]()
oto żyję w różnych czasach, jak owad w bursztynie,
nieruchomy, a więc bez czasu, bowiem nieruchome są członki moje
i nie rzucam na ścianę cienia, cały w jaskini, jak w bursztynie,
nieruchomy, a więc nie istniejący;
oto żyję w różnych czasach, nieruchomy, a wyposażony
we wszystkie ruchy, bowiem żyję w przestrzeni i należę do niej
i wszystko co jest przestrzenią użycza mi jej przejmującej, przemijającej formy;
oto żyję w różnych czasach, nie istniejący boleśnie nieruchomy
i boleśnie ruchliwy i nie wiem zaiste, co mi jest dane, a co odjęte
na zawsze
![]()
Tylko raz w życiu
udało się osiągnąć Panu Cogito
wyżyny mistrzostwa
w klasie pierwszej
szkoły podstawowej
świętego Antoniego
siedemdziesiąt lat temu
we Lwowie
konkurs kaligrafii
Pan Cogito pobija rekord
najpiękniej napisał
literę b
osiągnął zasłużone laury Petrarki
litery
b
arcydzieło
niestety pochłonęła
wichura dziejów
zniszczyła
za zawsze
wyniosłą wieżę
renesansowy brzuszek
b
doniosły konkurs
odbywał się pod okiem
pani od polskiego
(w paszporcie
Bombowa)
piastunka intelektu
Pana Cogito
wichry dziejów
pochłonęły bez reszty
wyniosłą wieżę
i renesansowy brzuszek
b
a także
przez chroniczne roztargnienie
panią Bombową
schroniła się w mitologii
i odtąd żyje
i króluje
Panu Cogito
i osieroconej literze
b
![]()
To najbardziej wzruszające miejsce miasto ciała
przez dziewięć miesięcy ślepa luneta na świat
aż wreszcie przybyła w ostatniej chwili straż pożarna
nagłe cięcie
i już jest osobne skazane na miłość
przedłużenie miłości przyjaźni i służba Conradowi krzyżyk z chleba
słowa marszałka o pieczęci państwie mieście wszystko kołuje
koło historii miażdży
zostaje on jeden wierny
zwinięty w pępek haft ciała
pępek koniec warkocza
![]()
o poro w nieboskłonów wnętrze wszystko już zamknięte
kształt dźwięk i kolor z lekka wywinięty
jest tylko płatek róży rdzawy już po brzegu
słodkie nieróbstwo nie pytać o zmierzchu
Boreusz rzeźbi chmury a Cyrrusy resztę
czarny i biały Norwid i wyrzut sumienia
![]()
Wszystko to wiedziałem znacznie wcześniej
zatem lepiej wątki wiązały się logicznie
to znaczy lepiej
ten sam Szu-szu wygrzewa się między łydką udem
sen ten sam połów myszy zdobycie wieży
niepotrzebne mi są żadne pamiątki
rzeczywistość obraca się wolno w żyłach
przed zamkniętymi oczami
wiem że to on zdradził
niepotrzebne są mi rozwinięcia tematu
ponieważ wszystko się powtarza
teraz jest lepiej
nie jestem ciekaw
![]()
Przed odjazdem
bałagan
papier przedmioty
w locie
jakby przeczuwały
że stracą
prawo grawitacji
z odlotem
Pana Cogito
nie zapłacone rachunki
nie zwrócone długi
na słowo honoru
nie napisane wiersze
umowy bez przyszłości
miłostki bez koloru
nie wypite piwo
wszystko to lata
w głowie Pana Cogito
bałagan rośnie
co to będzie
jeśli nie uda się
opanować żywiołu
przecież bez końca
nie można
odkładać
w nieskończoność
wyjazdu na wakacje
więc pewnego dnia
lub nocy
kiedy wszystko to kończy się
Pan Cogito
opera się wygodnie
a poduszkach
ekspresu
przykrywając
zimne kolana
pledem
i dochodzi do wniosku
że wszystko to pójdzie
naprzód
jak przed wakacjami
na pewno gorzej
niż za życia Pana Cogito
ale zawsze pójdzie
![]()
nie wszystko zdaniem
Pana Cogito
z perspektywy tego świata
ten świat
to właściwie tamten świat
ot takie figle teorii względności
to co tu
jest tam
to co tamten świat
tutaj
więc nie wszystko
idzie dobrze
czy Pan Cogito
nie tłumaczył
cierpliwie
że nie należało
podpisywać traktatu
ze złoczyńcą
ani oczekiwać
że dobre intencje
prowokują nieodmiennie
korzystne skutki
ani tysiąca innych
zaleceń ogólnych
i ich szczegółowych zastosowań
więc nadal
sufluje władcom świata
swoje dobre rady
jak zawsze
zawsze
bez skutku
![]()
Wyniszczony narkotykami szalem spalin uduszony
spalony w gwiazdę płonącą goreje Super Nowa
trzech wieczorów chaosu pożądania udręki
wchodzi na trampolinę zaczyna od nowa
karzełku naszych czasów gwiazdko zetlałych wieczorów
artysto z kozią stopą który przedrzeźniasz demiurga
jarmarczna apokalipsa o książę lunatyków
skryj twarz nienawistną
póki czas jeszcze przywołaj Baranka wody oczyszczenia
niech wzejdzie gwiazda prawdziwa Lacrimoso Mozarta
przywołaj gwiazdę prawdziwą krainę stulistną
niech ziści się Epifania otwarta jest Nowa Karta
![]()
Cóż ja z tobą czułości w końcu począć mam
czułość do kamieni do ptaków i ludzi
powinnaś spać we wnętrzu dłoni oka tam
twoje miejsce niech cię nikt nie budzi
Psujesz wszystko zamieniasz na opak
streszczasz tragedię na romans kuchenny
idei lot wysokopienny
zmieniasz w stękanie eksklamacje szlochy
Opisać to jest zabić bo przecież twoja rola
siedzieć w ciemności pustej chłodnej sali
samotnie siedzieć gdy rozum spokojnie gwarzy
w oku marmurów mgła i krople toczą się po twarzy
![]()
Tezeusz kroczy przez ocean
skrwawionych kolumn liści w czas odnowy
unosi w zaciśniętej pięści trofeum
oskalpowaną Minotaura głowę
Goryczy zwycięstwa okrzyk sowy
odmierza świt miedzianą miarką
by słodką klęskę ciepły oddech
do końca życia czuł na karku
![]()
Bór nici wąskie palce i krosna wierności
oczekiwania ciemne flukta
więc przy mnie bądź pamięci krucha
udziel swej nieskończoności
Słabe światło sumienia stuk jednostajny
odmierza lata wyspy wieki
by wreszcie przynieść na brzeg niedaleki
czółno i watek osnowy i całun